dimanche 24 février 2008, par Dr Bertrand PIRET
CZY MOŻLIWA JEST PSYCHOTERAPIA W TRZYOSOBOWYM ZESPOLE ?
Bertrand PIRET
Listopad 1991
WSTĘP
Rozwiazaniem jakie przyjęliśmy by przyjmować pacjentów obcego pochodzenia jest zastosowanie terapii z udziałem tłumacza. Jak funkcjonuje to trio tworzone przez zachodniego psychiatrę, tłumacza i pacjenta ? W omawianej sytuacji rola tłumacza nie ogranicza się jedynie do « tłumaczenia » w dosłownym tego słowa znaczeniu. Nie można też określić go jako « mediatora międzykulturowego ». W niniejszym wykładzie postaramy się przedstawić trudności i ograniczenia dotyczące tłumacza wynikające z dwóch zjawisk : niemożliwości określenia zakresu tłumaczenia oraz braku punktów odniesienia, czyli tzw. « bariery międzykulturowej ». Postaramy się opisać wpływ stylu i pozycji tłumacza na przebieg i rezultaty pracy w trzyosobowym zespole (zwłaszcza jeżeli tłumacz jest psychoterapeutą) oraz, jaką rolę odgrywa zaangażowanie pacjenta, jego stosunek do tłumaczenia jak też języka terapeuty.
Rozpatrzymy trudy i efekty tłumaczenia po czym, zbadamy zespół zjawisk towarzyszących temu procesowi jak również przyjrzymy się subiektywnej funkcji tłumacza podczas wspomnianego przekładu.
CZY MOŻLIWA JEST PSYCHOTERAPIA W TRZYOSOBOWYM ZESPOLE ?
Bertrand PIRET
W oparciu o znane nam wyniki doświadczeń klinicznych możemy określić i przeanalizować rezultaty przyjętego przez nas rozwiązania, zarówno efekty pozytywne jak i wynikające zeń komplikacje i ograniczenia, które postaramy się wyeliminować.
I/ GŁÓWNE ZAŁOŻENIA PRACY W TRZYOSOBOWYM ZESPOLE
Przypomnijmy główne założenia przemawiające za pracą w trzyosobowym zespole.
1) Chodzi o umożliwienie pacjentowi wypowiedzenia się w swoim ojczystym języku.
2) Chodzi o utworzenie faktycznej strefy « międzykulturowej » (nie tylko dwujęzycznej).
Jakie konsekwencje wywołują te dwa czynniki ?
Faktem jest, iż największe korzyści z terapii prowadzonej w języku ojczystym odnoszą ci pacjenci, którzy wcale, bądź słabo znają język francuski. Jednakże, w tej sytuacji nasuwają się dwie wątpliwości ? Po co odwoływać się do pomocy osoby trzeciej, zachodniego terapeuty, skoro pacjent może zwrócić się do psychoterapeuty mówiącego w jego języku ? I argument przeciwny, czy umiejętność « słuchania » nie wystarczy, czy warunkiem koniecznym jest to, aby psychoterapeuta posługiwał się językiem pacjenta ? Zauważmy, że do chwili obecnej w kontekście psychoanalizy nie udzielono na te pytania zadowalającej odpowiedzi, stąd zasadność zastanowienia się nad nimi po raz kolejny. Powyżej przedstawiliśmy główne założenia, jednakże w rzeczywistości omawiane zjawisko jest bardziej skomplikowane. W praktyce, duża liczba cudzoziemców korzysta z usług jednego psychoterapeuty, mówiącego lub nie w języku pacjenta. Tak więc, faktyczne przesłanki dokonania takiego a nie innego wyboru są natury empirycznej, o czym nie zawsze pamiętamy. Postarajmy się im bliżej przyjrzeć. Przede wszystkim, kluczową rolę odgrywa stopień znajomości języka francuskiego, który jeżeli jest niedostateczny, zmusza pacjenta do odwołania się do pomocy tłumacza . Odwrotnie, dobra znajomość języka francuskiego, jego wysoki poziom skłaniają nas do prowadzenia od początku psychoterapii klasycznej. Niektórzy pacjenci, sami sprzeciwiają się uczestnictwu osób trzecich. Niektórzy pacjenci tureckiego pochodzenia odrzucili pomoc terapeuty « zachodniego », niektóre kobiety z Maghrebu wręcz przeciwnie, chciały pozostać z nim sam na sam. W pozostałych przypadkach mamy dylemat związany z wyborem właściwej terapii , gdyż trudno jest nam określić czy korzyści płynące z udziału tłumacza będą większe od strat.
Wydaje mi się, że w tym przypadku podstawowym kryterium powinien być stopień spójności rozmowy. Zakładamy, że praca w trzyosobowym zespole pozwoli nam zapobiec rozmowie skostniałej i stereotypowej. Z kolei otwarty, elastyczny, zróżnicowany dialog, bez szkodliwych konotacji, zachęcać nas będzie do wariantu sam na sam. Inne, o wiele trudniejsze do uchwycenia kryterium opiera się na ocenie przekazu. Zdarzało się już nam, że wybieraliśmy wariant sam na sam sądząc, że pacjent « przekaże więcej » jednemu z nas, jednakże wybór ten nie przynosił większych wyników terapeutycznych.
Ocena przekazu w przypadku « spotkania we troje » nie jest łatwa a twierdzenia i zachowania pacjenta są zawsze adresowane do dwóch odbiorców nawet, jeżeli pozornie jego uwaga skupiona jest tylko na jednym z partnerów. Niewątpliwie najbardziej trafionym będzie stwierdzenie, że odbiorca przekazu jest umiejscowiony gdzieś między dwojgiem słuchaczy (aspekty te będą rozpatrywane w dalszej części prezentacji).
Jednakże, powróćmy do dwóch argumentów, które mogłyby przemawiać przeciwko spotkaniom we troje.
1) Większość autorów badających przypadek pacjentów z Maghrebu (spośród których wszyscy są w mniejszym lub większym stopniu dwujęzyczni) stwierdziła, że terapia prowadzona po arabsku nie przynosi pożądanych efektów. Niemniej, należy dodać, że zjawisko to dotyczy sytuacji, kiedy terapia prowadzona jest w obcym kraju, jak np. we Francji (korzyści i ewentualne trudności prowadzenia terapii po arabsku w krajach arabsko języcznych pozostają do zbadania). Abdessalem Yahyaoui (1987) opisuje zjawisko « masowych projekcji », tj. odwołań do więzów pokrewieństwa i jedności ze « współbratem » należącym do tego samego kręgu kulturowego, który ma bronić i pomścić szkody wyrządzone przez obcych—cudzoziemców. Mohand Chabane (1989), psychoanalityk arabsko języczny, opisuje przypadki niektórych pacjentów , którzy odmówili używania języka ojczystego. Jednakże, źródłem trudności może być również postawa terapeuty, który nie poddaje się urokowi spotkań i nie wierzy w istnienie łączności między nim a pacjentem. Ponadto, istotną rolę odgrywa stosunek terapeuty do własnego języka, a zatem do własnej kultury. Michel Larivičre przedstawił skutki innej szczególnej sytuacji, kiedy to terapia w języku ojczystym ma miejsce w « obcym » kraju, zarówno dla pacjenta jak i terapeuty.
Wstępnie można by przyjąć, iż odwołanie się lub powrót do języka ojczystego niczemu nie służy, w przypadku większości pacjentów -emigrantów. Jednakże, jest to pierwsze wrażenie jakie należy wyjaśnić związane z tym, co niektórzy nazywają relacją wewnątrz kulturową. Stąd pierwszy argument przemawiający za terapią w trzyosobowym zespole.
2) Jednak po co potrzebny jest nam tłumacz skoro, jak twierdzimy wyżej, używanie języka ojczystego pacjenta nie jest rzeczą najważniejszą ? Niektórzy psychiatrzy wybierają wejście w « relację » z pacjentem, pojęcie wręcz mityczne, które w naszym kontekście oznacza zmniejszenie roli słów na rzecz takich niewymiernych zjawisk jak empatia, komunikacja niewerbalna, « przekaz » rozumiany jako afekt, energia, która w pewnym sensie nie musi być wyartykułowana. Jak każdy wie że miłość możemy wyczytać z oczu drugiej osoby, a miłość od pierwszego wejrzenia nie wymaga długich wyznań. Przeciwnie, dla tych psychoanalityków, którzy nie uznają emocji kluczową rolę odgrywają słowa, dźwięki, których nośnikiem jest język obcy choćby był niezrozumiały dla terapeuty. Wtedy nie sens tych słów jest najważniejszy, lecz ich zestawienie, kombinacje. W skrajnym przypadku teoria Lacana pozwala na wyobrażenie sobie badania dotyczącego jedynie słów jako takich i nie przywiązującego najmniejszej wagi do ich sensu. Można by nawet uznać tę teorię za idealną. Na szczęście zyskuje ona poparcie jedynie wtedy, kiedy stosowana jest w formie żartu (kiedy ani terapeuta ani pacjent kompletnie nie rozumieją języka drugiej strony). Jean-Marie Heinrich rozwinie problematykę psychoanalizy w jej płaszczyźnie językowej.
Zapamiętajmy zatem, że przedstawiono tu przeciwne argumenty po to, by potwierdzić, że w niektórych sytuacjach możliwość wysłowienia się pacjenta jest ograniczana przez czynniki zewnętrzne.
Zacznijmy od sprecyzowania naszego stanowiska. Chodzi o to, aby dać lub przywrócić pacjentowi możliwość czynienia użytku ze słowa, być może zdewaloryzowanego w wyniku emigracji. Należy dać mu szansę zrozumienia w jakich sytuacjach dwujęzyczność jest bogactwem a nie jedynie wyniszczaniem języka ojczystego przez inny język. Z drugiej strony, znajdujemy się w dziedzinie psychoterapii, czyli w dziedzinie, w której w oparciu o przeżycia I wypowiedź pacjenta należy nadać jego słowom określony sens którego nie posiadają one w chwili rozmowy. Zbiór pojęć charakterystycznych dla badania zostanie omówiony w dalszej części wykładu.
W końcu chcielibyśmy uniknąć takich sytuacji, kiedy pacjent obcego pochodzenia, przychodzący do szpitala francuskiego, pełen nadziei wobec możliwości zachodniej medycyny, jest odsyłany do psychiatry tej samej co on narodowości I wywodzącego się z tego samego kręgu kulturowego. Zauważymy, jak bardzo ważne jest uwzględnienie wyobrażenia pacjentów o możliwościach medycyny zachodniej.
II/EWENTUALNE PRZESZKODY MIĘDZYKULTUROWE I TRUDNOŚĆ TŁUMACZEŃ KULTUROWYCH.
Na podstawie powyższego wykładu widzimy, iż bariera językowa nie jest jedyną przeszkodą jaką przyjdzie nam przezwyciężyć. Czy kolejny aspekt należeć będzie do tzw. „porządku kulturowego” ? Przedmiotem naszego seminarium stanie się próba określenia tych czynników wynikających z kultury lub międzykulturowości, które mogą przeszkadzać w prowadzeniu psychoterapii. Odpowiedzią na to pytanie zajmiemy się w dalszej części wykładu. Na razie zadowolimy się wypunktowaniem kilku kwestii dotyczących „tłumaczenia kulturowego”. Jeżeli różnica kulturowa stanowi barierę w psychoterapii, (co pozostaje do wykazania), czego należy w tej sytuacji oczekiwać od tłumacza ? Ondongo, etno-psycholog kliniczny broni specyficznej funkcji « tłumacza kulturowego » (Ondongo 1987), definiując go następująco :
« Jest to osoba, której praca polega nie tylko na pośrednictwie językowym (tłumaczeniu) ale głównie na pośrednictwie kulturowym (pozwalającym na zrozumienie ukrytego sensu wypowiedzi) pomiędzy obywatelami lub instytucjami obywatelskimi a emigrantami »
Nie ma wątpliwości co do tego, że tacy pośrednicy są bardzo przydatni a nawet niezbędni w wielu sytuacjach życia społecznego, administracyjnego, szkolnego jak też medycznego, w których konflikty i niewłaściwe zachowania wynikają z nieznajomości kultury innych. Naszym zdaniem, bardzo przydatna okazuje się znajomość przynajmniej niektórych elementów kultury pacjenta, co pozwala uniknąć wielu niezręcznych sytuacji. Jednakże, w odniesieniu do badanego przez nas zjawiska, psychoterapii we troje, określenie faktycznej roli tłumacza nie jest łatwe.
W odczuciu pacjenta, jego pozycja podczas terapii nie jest odzwierciedleniem jego funkcji społecznej z życia codziennego (pracownik fabryki, ojciec rodziny, ubiegający się o azyl lub kartę pobytu itd…) wzgledem której, faktycznie, tłumacz mógłby pozwolić sobie na więcej swobody. Naszym celem jest jak najszybsze skłonienie pacjenta do porzucenia pozycji « zobowiązanego » jaką sam dobrowolnie przyjmuje wobec lekarza. Klopot jaki sprawia mu odniesienie się do własnego cierpienia i własnej choroby dowodzi, jak trudno jest mu odnaleźć się w tej sytuacji. Receptą na lepsze życie może być jedynie jego osobista teoria, pozwalającą pogodzić stosunek do kultury ojczystej, (z całym bagażem doświadczeń osobistych i rodzinnych), z konfliktem związanym z procesem akulturacji, czyli koniecznością odnalezienia się w obcej kulturze (mamy tu zawsze do czynienia z konfliktem a nawet z próbą sił, gdyż akulturacja jest zawsze procesem antagonistycznym [patrz też : Michel de Certeau, 1985]). A zatem, to pacjent w miarę przebiegu rozmowy, będzie określał swoją pozycję, uwzględniając wszystkie kwestie « kulturowe » związane z przeszłością, jak i sytuację obecną. I nikt nie będzie mógł dokonać tego za niego. Ponadto, co można zaobserwować w trakcie psychoterapii, określenie własnej pozycji wiąże się z wieloma rozterkami, wahaniami, zmianami zdania, nagłymi skrajnymi impulsami i naprzemiennym przywiązaniem do tradycji i zafascynowaniem nową kulturą, które czynią ten proces szczególnie dynamicznym i rozwojowym. Osoba emigrująca nie przynależy już do swojej rodowitej kultury. Psychoterapeuta, swoim zachowaniem powinien faworyzować przede wszystkim ten dynamiczny proces skierowany na przyszłość, rozumiejąc i akceptując ponadto różnorodność rozwiązań, proponowanych przez kolejnych pacjentów.
Wobec tego, jaką rolę w psychoterapii a nawet podczas seansów odgrywać będą informacje kulturowe ? Podczas gdy wymiana uwag i opinii poza seansami przynosi korzystne efekty i pozwala na odniesienie danych antropologicznych do widzianego wcześniej konkretnego przypadku, o tyle zabieg ten może być niebezpieczny podczas seansow (co często ma miejsce). Wykroczenie ponad słowa pacjenta kiedy mówimy o « jego kulturze » wiąże się z ryzykiem zaostrzenia i tak płynnej granicy pomiędzy kulturami oraz identyfikowanie i odesłanie pacjenta do jego pochodzenia, ignorując jednocześnie dwa zjawiska :
1) Osobiste pojmowanie własnej kultury przez pacjenta (jego zaangażowanie w kulturę przed emigracja), co sprawia, że konkretny temat związany np. z Turcja będzie identyfikowany ze społecznością Turków. 2) Wszelkie zastosowane przez pacjenta zabiegi akulturacji i przystosowania, które sprawiają, iż posiada on coraz mniej cech wspólnych ze środowiskiem z jakiego się wywodzi ( cech, które w większości są już jedynie mitem).
Z punktu widzenia tłumacza sprawa jest równie skomplikowana. Dlatego też, znajomość kultury pacjenta może okazać się bardzo przydatna. Jednakże, jaką wiedzę o kulturze będzie wykorzystywał tłumacz podczas seansów. Tą, zdobytą podczas zajęć uniwersyteckich (antropologii, socjologii, etnologii…) czy tą, zdobytą wraz z upływem lat i wzrostem doświadczenia, co pozwoliło mu ją lepiej poznać ? Jaką wiedzę mamy o naszej własnej kulturze ? Jak oddzielić tzw. « wiedzę ogólną » , od osobistego stosunku każdego z nas do kultury ojczystej oraz od wszelkich przemian i interpretacji zachodzących podczas emigracji, wygnania czy po prostu długiego wyjazdu na studia ?. Jak się później przekonamy, rola tłumacza nie polega jedynie na zwykłym oddaniu znaczenia słów. Tym bardziej, nie jest on jedynie „« informatorem kulturowym ». Mówienie o rodzimej kulturze jest trudne a staje się wręcz uciążliwe jeżeli leży w zakresie naszych obowiązków. Zauważamy to zresztą, podczas naszych spotkań, kiedy mamy problem z odpowiedzią na proste pytania z zakresu kultury generalnej : jak w danej sytuacji zareagowałby i zachowałby się Francuz, Turek, czy też Algierczyk. Nie znamy odpowiedzi na to pytanie, co więcej, stawia ono rozmówcę w podwójnej roli, jest on aktorem i obserwatorem samego siebie na rzecz kogoś innego pochodzenia (pochodzenia postrzeganego w zależności od punktu widzenia). To destrukcyjne rozdwojenie prowadzi do zmiany jego oryginalnej, pierwotnej postawy, co jest niedopuszczalne.
Ponadto, podczas psychoterapii tłumacz jest powołany, zobowiązany , bez względu na to czy tego chce czy nie , do zajęcia określonej pozycji względem przekazu pacjenta i nie może uniknąć, zdając sobie sprawę z tego lub nie, reakcji anty-przekazowych, stawiających pod znakiem zapytania jego neutralność i obiektywizm ( Karim KHELIL w czasie następnego seansu przedstawi trudności subiektywnej pozycji tłumacza).
z punktu widzenia terapeuty zachodniego, jeżeli możemy wykazać się znajomością i odwołać się do pewnych danych kulturowych (np. reprezentacja i etiologia tradycyjna …) należy to wykorzystać by, wyeliminować ewentualne « nietaktowne » zachowania polegające np. na zadawaniu zbyt bezpośrednich lub dziwnych pytań. Dlaczego ? Z prostej przyczyny, pacjent doskonale wie z kim rozmawia. Podobnie, doskonale zdaje sobie sprawę z występujących różnic i dystansu kulturowego. Nie dziwią go niektóre pytania terapeuty zachodniego, które uznałby za szokujące jeśli zadane by zostały przez wyznawcę tej samej kultury (spostrzeżenia M Chabane (1989) można by ująć w następujący sposób : przejawiana przez niego nieufność może częściowo wynikać z jego pozycji « wewnatrzkulturowej »). To właśnie brak tradycyjnej konwencji terapii powoduje, że wielu pacjentów decyduje się na terapeutę zachodniego. Zaprezentujemy przykłady. Natomiast, jeżeli pacjent nie jest zdolny do uwzględnienia dystansu pomiędzy nim a lekarzem zachodnim, oczekiwać on będzie od terapeuty, zachowania zgodnego z jego kulturą. Świadczy to o zaburzeniach osobowości i/ lub akulturacji. Jednakże, trudno wymagać abyśmy znali i potrafili stosować zasady charakterystyczne dla każdej z kultur, z najdrobniejszymi detalami włącznie, jak np. sposobem witania się mieszkańców Azji. W najlepszym przypadku wyjdziemy na nieszkodliwych dziwaków (NB : fakt nie umieszczenia ręki na sercu, jak to robią witający się z nami pacjenci z Maghrebu, nie spowoduje żadnej reakcji u terapeuty zachodniego podczas, gdy wywoła zakłopotanie u spotykającego się z taką sytuacją tłumacza). Inny przykład : tabu jakim jest pozostanie sam na sam, w wielu kulturach traktowane jako zboczenie lub zjawisko o podłożu seksualnym, w żadnym wypadku nie odnosi się do terapeuty zachodniego.
Przedstawione wyżej, pierwsze obserwacje, pokazują najtrudniejsze elementy terapii w trzyosobowym zespole oraz rolę jaką pełni w niej tłumacz. Są to m.in. :
* rodzaje, trudności i rezultaty tłumaczenia
* charakter przekazu w trzyosobowym zespole
* subiektywna pozycja tłumacza I konsekwencje niemożności pozostania neutralnym
III /TŁUMACZ. EFEKTY JĘZYKOWE
1) Jak tłumaczenie przebiega w praktyce ?
Na wstępie należy opisać zjawiska jakie faktycznie mają miejsce. Każdy z tłumaczy ma swoja własną receptę na wykonywanie pracy wynikającą bądź z talentu bądź z profesjonalizmu.
Niektórzy tłumacze, wzorując się na tłumaczach z Parlamentu Europejskiego, praktykują tzw. tłumaczenia symultaniczne. Tłumacz zaczyna tłumaczyć słowa pacjenta jeszcze zanim tamten skończy wypowiedź, często w pierwszej osobie. Zjawisko to ma wiele następstw. Przede wszystkim, może wywoływać złudzenie, że wypowiedź pacjenta jest jasna i łatwa do przetłumaczenia. Zwłaszcza, że doświadczenie tłumacza pozwala mu na automatyczne usuwanie wielu niejasności. Jednakże, tłumacz może również celowo dosłownie tłumaczyć pewne zwroty i wyrażenia, tak aby wywołać u terapeuty pożądane skojarzenia. Kolejną trudność sprawiają oryginalne i nie wynikające z kontekstu « egzotycznie » dla nas brzmiące metafory, używane przez pacjenta jako, że nie do końca wiadomo, czy stanowią one jedynie oryginalny wytwór jego wyobraźni, czy wynikają ściśle z nieznanej nam jego ojczystej kultury. Jak ocenić stopień ingerencji pacjenta ? Inwencja twórcza czy powtórzenie zwykłej, codziennej wypowiedzi ? Tłumaczenie symultaniczne pozwala na taką dokładność, że jeżeli tylko tłumacz jest bardzo uważny, wszystkie błędy, przerwy w wypowiedzi, oddalanie się od tematu, czy inne dziwne zachowania pacjenta, natychmiast znajdują odbicie w tłumaczeniu, co niekiedy pozwala nabieżąco wychwycić jego błędy. Moje doświadczenie pozwala mi jednak twierdzić, że nawet bardzo szybka reakcja terapeuty przynosi niewielkie skutki, gdyż tłumaczenie osłabia efekt zaskoczenia a ponadto ułatwia wykręcenie się ze swoich słów. Pacjenci mówią spokojnie « ja tego nie powiedziałem » i tym samym błąd przypisują tłumaczowi. Niemniej jednak widać, że to na tłumaczu spoczywa odpowiedzialność za właściwe wysłuchanie pacjenta...
Z kolei, zbyt płynne i swobodne tłumaczenie nie zawsze przynosi same korzyści. Sytuacja taka może zachęcać pacjenta do posługiwania się klasycznym i tradycyjnym językiem, nie wymagającym głębszego zastanowienia i odwoływania się do swego wnętrza, aby w ten sposób ułatwić pracę tłumaczowi. Jest to często stosowana przez pacjentów forma obrony. Niektórzy z nich pomimo, że mogliby mówić po francusku zwracają się o pomoc do tłumacza. Tak jakby gwarantowało im to ochronę, wyłączało nawet najmniejszą odpowiedzialność za własne słowa. Bowiem, kiedy mówimy widoczne jest nasze wahanie , niepewność,odkrywamy, iż nigdy nie mówimy tego co chcielibyśmy powiedzieć. Podczas pracy w trzyosobowym zespole to na tłumaczu spoczywa ciężar nadania znaczenia nieostrej i mało konkretnej wypowiedzi pacjenta podczas gdy, to właśnie jego wypowiedź powinna być źródłem sensu. Inni pacjenci , przeciwnie, starają się szybko odpowiadać po francusku a zwracają się do pomocy tłumacza jedynie wtedy gdy brakuje im słów Omawiane różne sposoby zabierania głosu podczas terapii odpowiadają różnym subiektywnym postawom wobec języka i wypowiadanych słów. Być może na ich podstawie można by określić bardziej lub mniej korzystne nastawienie do psychoterapii.
Niektórzy tłumacze wolą (lub nie mają innego wyboru) poczekać, aż pacjent wypowie kilka zdań lub określony fragment i dopiero wtedy przystąpić do tłumaczenia. W takim przypadku, dokonują oni bardziej streszczenia wypowiedzi stosując różne metody przetwarzania i interpretacji tekstu. To właśnie tutaj interwencja tłumacza jest najbardziej widoczna ; w domówieniach , zmianach, pominięciach itd…. W przypadku tłumaczenia symultanicznego jest ona mniej widoczna jednakże, nie ulega całkowitemu zanikowi. W omawianym przypadku tłumaczenie polega głównie na oddaniu sensu wypowiedzi nie korzystając z całego bogactwa jakie niesie ze sobą interpretacja poszczególnych wyrażeń i zwrotów.
Zupełnie inny charakter przybiera takie spotkanie, jeżeli tłumacz jest psychiatrą, psychoterapeutą lub jeżeli kształcił się pod kątem uczestniczenia w spotkaniach o takim charakterze. W tym przypadku, bardzo szybko staje się on pełnoprawnym uczestnikiem spotkań a pacjent zwracać się będzie do dwóch słuchaczy. Takie terapie przynoszą lepsze rezultaty jednakże, napotykają one na szczególne trudności. Podczas spotkania terapeuci kolejno rozmawiają z pacjentem. Terapeuta, będący jednocześnie tłumaczem, uczestniczy w tych fragmentach rozmowy, które prowadzone są w języku pacjenta, starając się mu nie przerywać. Następnie krótko podsumowuje wypowiedź pacjenta. Reguły dotyczące kolejności zadawania pytań nie są z góry ustalone. Oznacza to, że w razie milczenia pacjenta jeden lub drugi z terapeutów zabiera głos. Oczywista korzyść polega na tym, że pacjent zwracając się bezpośrednio do jednego z rozmówców wie, że jego słowa zostaną wysłuchane a nie jedynie przetłumaczone. W tej sytuacji pacjent już nie może zasłaniać się niewłaściwym tłumaczeniem. Jedną z trudności jest to, żeby nawiązując do poprzedzającej wypowiedzi, wykorzystać to co już zostało powiedziane i kontynuować wcześniej rozpoczętą rozmowę. W tym przypadku zawsze zachodzi ryzyko, że dwa równolegle prowadzone wywiady nie będą się ze sobą łączyć a każdy z terapeutów zabierając głos, kontynuować będzie własny, wcześniej rozpoczęty wątek. Nie zawsze udaje się uniknąć tego ryzyka, jednakże maleje ono w miarę nabywania praktyki. Naszym największym obowiązkiem jest wnikliwe wsłuchiwanie się w słowa pacjenta. Dlatego też, całe fragmenty rozmowy prowadzone są najpierw w jednym a następnie w drugim języku.
Fakt, że każdy z terapeutów może interweniować w każdej chwili zmniejsza precyzyjność tłumaczenia, z drugiej jednak strony pozwala uniknąć tego co nazywamy obsesyjnością tłumaczenia.
Przykład : Zgłosił się do nas pacjent, obywatel Turcji zaniepokojony serią symptomów, których somatyczne objawy szeroko i szczegółowo opisał. Od samego początku spotkania pomimo, iż wiedział on, że tłumacz jest również psychiatrą bez naszej zgody przylepił mu etykietkę tłumacza. Jego wypowiedź była spokojna, uporządkowana, płynna, pozbawiona jakiejkolwiek spontaniczności. Starał się on jak najwierniej opisać i oddać to co odczuwał sadząc, że tego właśnie od niego oczekujemy. Mówił tak, jakby czytał z kartki. Kiedy tłumacz przerywał mu chcąc przystąpić do tłumaczenia pacjent wydając polecenie « zaczynaj » wstawał by rozprostować kości. Następnie podejmował przerwany wykład. Któregoś dnia pacjent ten przyszedł do nas by, jak stwierdził, powiedzieć nam coś ważnego o czym wcześniej zapomniał. Zwrócił się wtedy do mnie mówiac : « proszę skrupulatnie notować wszystko co mowie, gdyż istnieje ryzyko, że później zapomnę ». To właśnie w tym momencie zdaliśmy sobie sprawę z tego, do jakiego stopnia daliśmy się wciągnąć w obsesyjność rozmowy, skrupulatnie przy tym notując i systematycznie tłumacząc.
Inny przykład hamującego charakteru terapii we troje.
Pewnego razu została do nas skierowana pacjentka tureckiego pochodzenia, wcześniej hospitalizowana z powodu nasilających się bólów o nierozpoznanych, pomimo przeprowadzonych badań, przyczynach. Spotkałem się z nią najpierw sam. Zdawała się być chętna do współpracy jednakże, mówiła bardzo słabo po francusku. Kiedy tylko przybył tłumacz wyraz jej twarzy zmienił się radykalnie po czym stwierdziła, że nie chce kontynuować spotkania i chce opuścić gabinet. Nigdy więcej jej nie widzieliśmy. Wyraźnie wolała ona konsultację, podczas której nie byłaby w stanie nic opowiedzieć i z której ja nic bym nie zrozumiał.Nieznane nam są przekonania pacjentki, które spowodowały taką reakcję jednakże, to właśnie konfrontacja z językiem ojczystym była bezpośrednią przyczyną jej ucieczki , tak jakby bezpośrednio miała prowadzić do odkrycia jej wnętrza. Niedostateczna znajomość języka pomaga maskować i zatajać niektóre symptomy.
2) Trudności tłumaczenia jako takiego.
Trudności tłumaczenia, jeżeli weźmiemy pod uwagę tłumaczenia pisemne, trudności będą miały charakter natury leksykalnej, syntaktycznej, morfologicznej, intonacyjnej do czego dodać należy trudności wynikające z charakteru języka ( familijny, oficjalny, poddańczy , zmanierowany…) oraz kłopoty z odczytaniem tego co dla nas najcenniejsze : wszelkich pomyłek, niedomówień, zawahań, podwójnych znaczeń, niewłaściwie użytych lub zmienionych zwrotów, niepewności itd…
Stopień powyżej wymienionych trudności zależeć będzie od tego, z jakiego i na jaki język tłumaczymy.Do czego prowadzić będą te straty i ograniczenia tłumaczenia ? Do braku na przykład tej subtelności, która pozwala rozpoznać na podstawie japońskich zwrotów grzecznościowych pozycję społeczną i płeć osoby do której się zwracamy (cf Hagčge, 1987).
Współczesny francuski wydaje mi się bezpłciowy. Oznacza to, że kobiety i mężczyźni mówią grosso modo w taki sposób, że jedynie słabo wyczuwalna różnica w tonie pozwala rozróżnić ich płeć. Jest to raczej zjawisko wyjątkowe w skali planety. Różnica płci znajduje odbicie w języku w takim zakresie, w jakim jesteśmy w stanie określić płeć osoby mówiącej nie widząc jej. Spostrzeżenie to nasunęło się nam podczas opowiadania modnych, algierskich żartów o mieszkańcach niektórych regionów (jakich domyślcie się sami), o których mówimy że « mają głos jak kobiety ». Niektórzy nawet mówią o nich, że są zniewieściali. Dotarła do nas również inna informacja. Podczas podboju Karaibów najeźdźcy wymordowali wszystkich mężczyzn pozostawiając przy życiu jedynie kobiety. Obecnie porozumiewają się one w innym języku niż mężczyźni. Wydaje się, iż kobiety z pokolenia na pokolenie przekazywały sobie język ojczysty, jednak jedynie w linii żeńskiej. Z tego też powodu, obecnie kobiety mówią w języku, którego mężczyzni nie rozumieją. Zdarzenia historyczne czy może zwykłe przemiany społeczne stoją u podstaw rozdzielenia płci ? Na poparcie tego zjawiska możemy zacytować kolejne przykłady. I tak, dostęp do klasycznego języka arabskiego w Maghrebie zarezerwowany jest jedynie dla mężczyzn, (możliwy jedynie poprzez lekturę Koranu), podczas gdy większość kobiet posługuje się jedynie dialektem. Natomiast w rodzinach Dżibuti wykształciła się istotna różnica pomiędzy językiem mężczyzn, kobiet i dzieci. Ojcowie, mówiący również po francusku (w wyniku kolonizacji), w wielu przypadkach łączą się w małżeństwa między-etniczne z kobietami mówiącymi innym dialektem. W konsekwencji, dzieci mówią w innym języku z matką a w innym z ojcem (Couchard 1987) ! Podobne zjawisko zachodzi pomiędzy rodzicami i dziećmi w rodzinach emigrantów. Jakby nie było, w różnych formach języka przejawiają się zarówno podziały społeczne jak i płeć. Jak to przetłumaczyć na francuski ?
3) Zastosowanie języka I proces tłumaczenia
Wyznaczony przez nas cel, który staramy się osiągnąć pracując w trzyosobowym zespole można określić, używając języka bardziej literackiego, jako « oddanie miłości do języka ». Przyświeca on zarówno terapeutom zachodnim jak i emigrantom jedno, dwu lub trzyjęzycznym. Być może chodzi tu o swoiste zjawisko terapeutyczne charakterystyczne jedynie dla psychoterapii, w której tłumaczenie analityczne w sensie sensu stricto należy do rzadkości. Chodzi więc o odkrycie rozrywkowego aspektu opowiadania, jego różnorodnych form, czerpanie przyjemności z opowiadania historii, jakie by one nie były. Czy byłaby to opowieść rodzinna, czy własne lub bardziej zbiorowe historie, ewentualnie zawierające elementy tradycji, celem pozostaje pozostanie otwartym na grę słów, znaczeń, wieloznaczności, odwołań. Jeśli przyjmiemy, że miłość do języka jest jedynie inną formą miłości do samego siebie charakter anegdotyczny « gry słów » ulega zatraceniu. Proces pogodzenia się ze samym sobą, co jest celem psychoterapii, musi w każdym przypadku przejść właśnie przez ten etap. Łatwo jest jednak zrozumieć, że dla pacjentów pochodzących z innych krajów, takie odwołanie się do języka ojczystego może być bolesne i utrwalać konflikty.
Efekty zastosowania języka w psychoterapii.
Przypadek kliniczny nr 1 : M.B. Temat –Obywatel tureckiego pochodzenia, 40 lat. Pewnego razu pacjent, przebywający od dłuższego czasu na zwolnieniu lekarskim, zwrócił się do swojego lekarza pierwszego kontaktu z prośba, aby dał mu on skierowanie do lekarza, Turka, o którym słyszał w Szpitalu Cywilnym. Tak więc pacjent przybywając do nas miał zamiar « porozumiewania się jedynie po turecku ». Jego oczekiwania wobec spotkania były zbyt wygórowane, graniczące wręcz z fantazją. Była to kolejna z wielu, prowadzonych zarówno przez psychiatrów prywatnych jak i szpitalnych terapia pacjenta, które do tej pory kończyły się niepowodzeniem
Zastanawialiśmy się początkowo czy w przypadku tego pacjenta, chcącego mówić jedynie po turecku należy zastosować terapie dwujęzyczna ? Wątpliwości te wynikały z naszego osobistego identyfikowania się z marzeniami pacjenta : wiarą w magiczne efekty obcowania z kimś takim samym jak on, podobnym lub takiego samego pochodzenia. Zdecydowaliśmy się jednak na terapię dwujęzyczną I jak zobaczymy dzięki temu rozwiązaniu poznaliśmy stawkę w tej grze.
Tymczasem, Pan M.B. znając trochę francuski wysławiał się w tym języku z dużo większą łatwością niż można się tego było po nim spodziewać. Ponadto, rozumiejąc większość pytań po francusku odpowiadał na nie często bezpośrednio (po francusku lub turecku ), nie czekając na tłumacza.
Jak mogliśmy się spodziewać nadzieje Pana M.B. związane z fantastycznymi rezultatami terapii nie spełniły się. Jego stan nie ulegał poprawie. Rozmowa w języku tureckim nie przynosiła lepszych efektów od tej prowadzonej po francusku. Opis choroby i jej objawów przedstawiony został nam jedynie raz , na samym początku terapii i był dokładnym powtórzeniem tego co pacjent podał już wcześniej innym lekarzom. Zostały w nim pominięte całe etapy z życia pacjenta, a on sam ze złością odmawiał odpowiedzi na wszelkie pytania dotyczące przeszłości lub życia rodzinnego, uznając je za niestosowne.
Choroba opisana była wystarczająco dokładnie : określony był jej początek, wskazane objawy ( bezsenność, bóle i przemęczenie ). Cała reszta miała mieć charakter uboczny bez większego znaczenia. « Zajmijcie się lepiej moją chorobą, a nie moimi dziećmi lub moją przeszłością ! » Powiedział nam pacjent.
Faktycznie, choroba była tak bardzo widoczna, że nie potrzebował on nic dodawać. Odnosiliśmy wrażenie, jakby chciał nas zapytać : „Jesteście ślepi ?”. Zamknięty w sobie, ciężko i głośno przełykał ślinę, miał przyspieszony oddech i zmarszczone w wyniku głębokiego cierpienia czoło. To jego ciało miało potwierdzać chorobę, utwierdzać w tym przekonaniu innych, lekarza.
Nieprzypadkowo, od samego początku terapii Pan M.B. miał opuszczony wzrok. « Nie mogę spojrzeć ludziom w oczy », twierdził i nic nie skłoniło go do zmiany zdania w toku naszej ponad półtorarocznej opieki. Opieki , jako że nie mówimy jeszcze o psychoterapii. Reakcja pacjenta na nasze pytania była niezdrowa, był bardzo podirytowany. Przystąpiliśmy do działania, zastosowaliśmy zabiegi psycho-pato-psychiatryczne, przeprowadziliśmy hospitalizację pacjenta, zastosowaliśmy właściwą kurację odpowiednio dawkowanymi lekami. Cały miesiąc hospitalizacji, terapii antydepresyjnej i neuroleptycznej nie przyniósł żadnej poprawy. Pan M. B. był wyjątkowo oporny na hipnozę.
Przez pewien czas z pacjentem spotykał się sam na sam, psychiatra tureckiego pochodzenia. W owym czasie jeszcze nie mogliśmy przewidzieć wszystkich możliwych skutków przyjętego rozwiązania. Spotkania te nie przebiegały najlepiej. Dr K. odczuwał « negatywne » skutki « przekazania » mu pacjenta, zdającego sobie sprawę, że porzuciliśmy go tak jak zrobili to inni przed nami.
Po przerwie wakacyjnej wznowiliśmy spotkania prowadzone w dwóch językach.
Spotkała nas miła niespodzianka. Podczas seansu, Pan M. B. był bardziej rozmowny i po raz pierwszy napomknął coś o miłości. Nasze pytanie dotyczyło ewentualnego stosowania obrządków tradycyjnych ; spotkania z tradycyjnym znachorem hoca. Wcześniej zapewne Pan M. B. zbyłby nas mówiąc “Ja w to nie wierze”. Tymczasem, teraz pacjent przedstawił nam nowy scenariusz, w którym, gdzieś w tle przewijała się postać zakochanej I zazdrosnej sąsiadki, mogącej spełniać istotną rolę w życiu osobistym po ślubie Pana M.B. Nasza rozmowa, prowadzona jedynie po francusku odbywała się w formie zwięzłej i owocnej wymiany zdań, podczas której pacjent od początku do końca odpowiadał na wszystkie zadane mu pytania. Podczas kolejnego spotkania M. B. już bardziej rozluźniony kontynuował swoją opowieść. Chciał zwrócić naszą uwagę, że znachorzy z Turcji zwani hoca nie sądzili, że był on ofiarą tej kobiety. Niemniej jednak, przekazali mu terapeutyczne muska. Pacjent wyznał nam, że po tym lepiej sypiał. Jednocześnie zwrócił się do nas o wydłużenie przerw miedzy spotkaniami, następny raz spotykamy się po piętnastu dniach.
I znowu zapanowała cisza a dokładniej pogrążenie w rozpaczy. Byliśmy załamani i zirytowani. Żadne pytanie nie skłaniało pacjenta do rozmowy. Nic nie przynosiło efektu.
Doktor K. zwracał się do pacjenta po francusku. Należało ponownie określić cel naszych spotkań, pacjent musiał nam powiedzieć czego od nas oczekuje. Nie mogliśmy mu pomoc jeżeli on milczał “ Ja już wszystko powiedziałem i wszystko już wytłumaczyłem” !. Jak freudyści powtarzaliśmy mu, Ze powinien nam powiedzieć wszystko co mu przychodzi na myśl ,przecież ciągle o czymś myślimy. Pacjent wybuchł złością, wstał i wykrzyczał : “Ja mam już dość doktorze !” A następnie po turecku dodal “Nienawidzę, kiedy mówicie po francusku, przyszedłem tutaj by rozmawiać po turecku !”
Jak należy tłumaczyć tak różne zachowania podczas psychoterapii ?
Czego oczekiwał od nas Pan M.B. ? Niczego więcej, niż efektu lustrzanego odbicia tego, że naszym spojrzeniem potwierdzimy wyrażone przez niego cierpienie. Odwołanie się do języka ojczystego bylo w rzeczywistości jednoznaczne ze zrezygnowaniem z zaangażowania w słowa na rzecz sfery wizualnej. Wskazywało na to zachowanie pacjenta, ponieważ spuszczony wzrok wykluczal jakąkolwiek reakcję na grymasy czy mimikę twarzy lekarza. Pacjent był odizolowany, wręcz narcystycznie, całkowicie zamknięty w sobie i zawzięcie bronił tego stanu.
Ten przypadek uświadamia nam jakie trudności wynikają ze związania z językiem ojczystym. Ten pacjent przyszedł do nas by rozmawiać po turecku, ale to właśnie opowiadając po francusku zerwał z płaczliwym, stereotypowym wzorcem rozmowy. Przede wszystkim, nie mógł on znieść kiedy jego « brat językowy » (zobaczymy dalej jak bardzo produktywna jest ta przenośnia) zwracając się do niego zmieniał język. To tak, jakby pozbawiano go wrażenia łączności z językiem lub przywiązania do języka ojczystego. Złudzenia jako, że jego życzeniem było to, aby rozmowę prowadzić po francusku. Tak więc mamy zjawisko wewnętrznie sprzeczne. Z jednej strony, uparte zasłanianie się językiem ojczystym a z drugiej chęć odcięcia się nie od języka, ale od tego co się z nim wiąże i czego uosobieniem jest tłumacz.
Spotkanie w trzyosobowym zespole pozwala na rozdzielenie tych dwóch zjawisk. Poprzez ciągłe zmiany odbiorcy, czyli to o co tak naprawdę głównie chodzi, można jednocześnie utożsamiać się ze swoim językiem ojczystym ale również się od niego odciąć jako języka matki, pierwszych więzi rodzinnych.
Przypadek kliniczny nr 2. M.S. Pacjent jest z pochodzenia Algierczykiem, mieszkającym wraz z żoną i dziećmi w Strasburgu. Skierowany zostaje do nas z rozpoznaniem hipochondrii majaczej. Historia jego choroby jest długa i poważna. Podsumowując, M.S. był już operowany na oddziale neurochirurgii z powodu bólów lędźwiowo-krzyżowych. Jego stan nie polepszył się od czasu zabiegu a wręcz przeciwnie. Chodzi on od lekarza do lekarza w poszukiwaniu kogoś, kto byłby w stanie mu pomoc. Nie zważając na cenę żądać jednego : powtórzenia badań i przeprowadzenia analiz uzupełniających (prześwietleń itd…). Ponadto, poza wymienionymi bólami, które czynią z niego paralityka, stan bliski « astasie abasie », cierpi on na stany lękowe. Rozwój rozmowy jest szybki i spektakularny. W pierwszej fazie rozmowy pacjent skupia się głównie na opisie problemów somatycznych, używając języka fachowego, poznanego w czasie badań i hospitalizacji (rentgen, skaner, kręgi, dyski, przepuklina). Jednak, od pierwszego spotkania odkrywamy z pacjentem nowe objawy, nadające poważniejszy charakter już rozpoznanym zaburzeniom I możliwym do sformułowania hipotezom etiologicznych. Pacjent, chętny do pomocy na początku opowiedział nam o dawnych konfliktach z braćmi. Następnie, opisał nam zajście jakie miało miejsce przed operacją. Mianowicie, spadł on ze schodów w skutek czego stracił przytomność. W owym czasie był bardzo zaniepokojony tym wypadkiem, wierzył w jego nadprzyrodzony charakter. Rok później, miało miejsce kolejne zadziwiające zdarzenie. Mianowicie, podczas kuracji termalnej jaką odbywał w Algierii doznał bardzo silnych bólów genitaliów. Zauważył, że jego jądra zmiękły i że wydobywa się z nich złoty, piekący płyn. Poczuł ulgę, miał wrażenie że uwolnił się od nękających go od dłuższego czasu silnych bólów jąder oraz korzonków. Pacjent wyznał nam, że miał wątpliwości co do przyczyny występowania u niego tych bólów, nie wiedział czy są one rezultatem operacji chirurgicznej czy też abstynencji seksualnej. W rzeczywistości od kilku lat jego aktywność seksualna była osłabiona.
Za każdym razem kiedy przywoływane są zdarzenia o takim charakterze konfrontowane są one z przeciwnymi rezultatami nowo przeprowadzonych badań i prześwietleń. Równolegle rozwijają się dwa, wykluczające się nawzajem opowiadania. Odwołanie się przez nas do tradycjonalnych wyjaśnień zjawisk o podobnym charakterze powoduje, natychmiastową reakcję pacjenta, efekt zmieszania, zdumienia i podejrzliwości, irytacji, niedowierzania ale również i ciekawości. Nagle, silnie utrwalone pojęcia zupełnie zmieniają swój wymiar, prowadząc do zachwiania różnicy między światem medycyny a światem tolba (wydaje się, że tylko odwołanie do zjawisk nadprzyrodzonych pozwoli w tym przypadku na sprowokowanie pacjenta do wyznań osobistych, dotyczących przeszłości, rodziny...)
Podczas jednego z kolejnych spotkań wyznania pacjenta, pozwoliły nam na nawiązanie i rozwinięcie rozmowy. Pacjent, dużo spokojniejszy i bardziej zainteresowany zaproponowanym przez nas rozwiązaniem, zrywającym z typowo medycznym wykładem , którego oczekiwał, zwracał większą uwagę na na tłumaczenie i zmiany języka . Pewnego razu, podczas rozmowy w której przeciwstawial przyczyny natury psychicznej tym natury organicznej, użył terminu arabskiego nafsia. Następnie, śledząc wypowiedź tłumacza używającego słowa « psychiczny » pacjent zapytał się « jak jest nafsia po francusku ». (Użyte przez tłumacza określenie « psychiczny » oznaczało wyraz « nafsia »). Pacjent zanotował wymowę seksualną tego terminu, dzięki czemu zorientował się, że inne słowo użyte podczas tłumaczenia « rhumatisme » jest odpowiednikiem arabskiego terminu « brouda » oznaczającego chłód i będącego określeniem oziębłości seksualnej. Na tym przykładzie wyraźnie widać, jak w trakcie tłumaczenia powstają nowe powiązania, mosty językowe, nowe znaczenia, jeżeli tylko temat jest dwujęzyczny i prowokuje on grę języka. Poprzez słowa zbiegają się dwa światy semantyczne (wcześniej rozdzielne), które przenikają się wzajemnie tworząc nowe rozwiązania. Z jednej strony widzieliśmy świat medyczny i naukowy oparty głównie na języku francuskim, pozwalający na niewiele odwalań, jednoznaczny z drugiej, świat bardziej osobisty, można by powiedzieć bardziej psychologiczny, oparty na wyrażeniach arabskich, silnie nacechowanych, bogatych w odesłania np. do życia seksualnego.
Tak więc, skuteczna psychoterapia jest rezultatem potraktowania języka jako możliwego do przetłumaczenia, wynikiem chęci tłumaczenia i odczuwania związanej z tym przyjemności. Ta przyjemność płynie z poczucia wyzwolenia ale jednocześnie budzi żal związany z utratą wiary w jednakowy sens słów. Osłabia się skrępowanie językiem technicznym i terminologią medyczną i zapewne dlatego psychoterapia w dwóch językach tak łatwo sprawia, że zacierają się agresywne postawy roszczeniowe.
Na koniec należy zauważyć skuteczność francuskiego języka fachowego w walce z nerwicą, podobnie jak odwołanie się do tłumaczeń medycznych. Nasz pacjent wątpił w skuteczność tolby, nie ufał również lekarzom ze swojego kraju, którzy mogliby mu zadawać bardziej osobiste pytania (w związku z jego wypadkiem choroby jąder, nie poszedł on również do lekarza w Algierii lecz czekał aż powróci do Francji, by tu z kolei wściekać się na lekarzy podejrzewających u niego chorobę weneryczną...)
BIBLIOGRFIA
M . (de) CERTEAU (1985) « Lactif et le passif des appartenances », (« Dodatnie i ujemne skutki przynależności kulturowej »), Esprit, Czerwiec 1985, str. :155-171.
M. CHABANE (1989) « Problčmes d’entretien clinique face aux consultants du Maghreb » (« Problemy rozmów klinicznych z emigrantami z Magrebu »), Psychanalystes, nr°31, 7-31.
F. COUCHARD (1987) « La parole des mčres . Parole structurante pour les filles dans la culture musulmane » (« Słowa matki. Najważniejsze słowa w życiu dziewcząt wywodzących się z kultury muzułmańskiej »), Perspectives Psychiatriques, nr 8 (3)198-206.
C. HAGEGE (1987) « La traduction, le linguiste et la rencontre des cultures » (« Tłumaczenie, tłumacz i zderzenie kultur »), Diogčne, nr 137 (styczeń-marzec 87), 24-34.
J. ONDONGO (1987) « De la clinique ethnopsychiatrique aux problčmes médico-sociaux des migrants ». (« Od etnopsychiatrii do problemów socjo-medycznych emigrantów . Użyteczność, rola i pozycja tlumacza kulturowego »), Migrations Santé nr°52, str.11-17.
A. YAHYAOUI (1987) « Réflexions ŕ propos du cadre interculturel » (« Refleksje dotyczące przestrzeni międzykulturowej »), Migrations Santé, nr °53, str. 20-21.
- Popularité :
- 3710
- Mots-clés :

